Menu
czując inaczej
  • Strona główna
  • O nas
  • Kategorie
    • Domowa integracja sensoryczna
    • Autyzm i inne wyzwania
    • Rodzina i relacje
    • Dobrze nam się składa, puzzle, książki, układanki i inne pomoce terapeutyczne
    • Tam gdzie nas wywiało
    • Sposób na domową terapię
    • Dieta, czyli Leon od kuchni
    • Orzeczenia, diagnozy, odroczenia, opinie, odwołania, czyli ważne formalności w świecie wyzwań
    • Biblioteczka Leona
    • Strefa rodzicielskiego wsparcia
  • Facebook
  • Instagram
  • YouTube
  • Kontakt
czując inaczej

Czy da się zważyć szczęście? O równowadze między odpuszczaniem a działaniem

Opublikowano 22 lutego 20214 marca 2021

Mam od paru dni wiele myśli, o tym czy czas coś odpuścić, jak utrzymać granice między intymnością życia i chronieniem rodziny, a szczerością i dzieleniem się swoimi doświadczeniami, tym co siedzi mi w głowie. Czy to, że najpierw długo rozważam i przygotowuje się do danego tematu, znaczy, że kreuję swoją opowieść, czy staram się Wam ją rzetelnie, nie raniąc nikogo, przekazać. Jakoś ciężko zebrać mi myśli, a jednocześnie tak wiele chciałabym Wam powiedzieć.

Czasem trochę się gubię, o czym chcę właściwie opowiadać i do jakiej grupy odbiorców chcę trafić. Z jednej strony sporo w teorii jak i w praktyce, wiem o autyzmie. O terapiach, jak i gdzie szukać. Z drugiej strony, nie chcę oddzielać świata autyzmu od reszty, bo tak na prawdę wszystkie te działania sprawdzą się również, u dzieci w normie.

Gdy tak sobie o tym myślę to nie chcę być specjalistką od masażu czy diety, jestem specjalistką w byciu mamą Leona.

Odgrzewany schabowy

Macie takie historie, które wracają do Was jak bumerang? Jakbyście musieli po stokroć, się od jakieś decyzji odwoływać, a to z powrotem wraca i chce od Was aktualnych informacji. Ile razy można odgrzewać tego schabowego? Nie mówię, tu o tym domowym, zrobionym przez mamę lub babcię, który za każdym razem smakuje lepiej, ale o tym zbutwiałym jak podeszwa z podrzędnego baru mlecznego, który daje padliną zanim zdążymy go donieść do domu.

Szczęście

A co w takim razie z tym szczęściem? Czasami wydaje nam się, że im więcej będziemy mieć, tym będziemy szczęśliwsi, ale więcej czego? Pieniędzy? Podobno pieniądze szczęścia nie dają. Z drugiej strony trudno mi sobie wyobrazić siebie szczęśliwą, bez własnego domu, w którym mogę czuć się bezpieczna, rozwijać się i wspierać Leona w terapii, która znów jest kosztowna, bo oczywiście czas i chęci, ale bez pracy mojego męża, nie miałabym nawet tego czasu, który jest tak ważny. Jeszcze z innej strony, wszystko ma swoją cenę i tam gdzie jedno za coś płaci, drugie musi na to zapracować i sprzedać swój czas.

Czas

Czas przewija się w naszych historiach, jako coś czego potrzebujemy. Leon potrzebował i potrzebuje wiele czasu by osiągnąć gotowość do różnych umiejętności. Ten czas również kosztuje, terapie, przedszkole, wszystko dostosowane do niego. Nie tylko Leo potrzebuje czasu, więc jak wyważyć ilość czasu na każdego członka rodziny i nie tylko. Wokół nas są różne inne bliskie nam osoby, które też tego czasu pragną, by się poradzić, wyżalić, pogadać szczerze lub chcą po prostu być i towarzyszyć nam w naszych, niektórych historiach.

Szczerość

Problem w tym, że są i tacy, którzy chcą tego czasu i u wagi więcej, jednocześnie bez odwzajemnienia i szczerości. Jak wtedy wyważyć to szczęście, czy jakiekolwiek im się należy? Czy istnieje odważnik, który pomógłby zrównoważyć ilość danego czasu i szczerości, do tego który chcemy uzyskać? Przecież zawsze mamy jakieś oczekiwania, nawet jak nie mamy to oczekujemy, że nic nie dostaniemy.

Co z tą szczerością?

Zastanawiacie się czasem, czy to co piszę, to pewna kreacja, że pokazuje Wam tylko to co chcę? Myślę, że wtedy nie pisałabym Wam też o moich porażkach, błędach, zaniedbaniach i o tym, że postępy kosztuje mnie wiele, wiele czasu, że nie przychodzi mi to tak łatwo jakbym chciała. Jednak coraz częściej spotykam się z manipulacją, tworzeniem fałszywego obrazu, połączonym z jakąś dziwną nieuzasadnioną zarozumiałością.

Wyobrażenia

Ostatnio trochę tracę wiarę w ludzi, tak ogólnie, przyszła pandemia i ludzie jeszcze bardziej grają na pozorach z za ekranów swoich smartfonów, laptopów, itp. Zaczynają jeszcze bardziej żyć wyobrażeniami o osobach, które na to nie zasługują, a przecież jest tyle niesamowitych ludzi i ich wyczynach, o których się nie mówi: o przyjaciółce, która walczyła lata o ciąże i dziecko, codziennie prowadząc dziennik i obserwację swojego ciała, o ojcach, którzy codziennie zagryzają zęby, gdy słyszą o nowych furach swoich znajomych, ze świadomością, że oni zbierają pieniądze na leczenie swojego dziecka, o rodzicach, którzy codziennie walczą o każdą nową umiejętność swojego dziecka, w żmudnej terapii.

Czasem wydaje mi się, że te wyobrażenia siedzą głęboką w głowach i myślę, że nawet jakbyśmy weszli na Mont Everest, z dzieckiem w nosidełku, to więcej podziwu wzbudzi, jak ktoś powie, że lepiej wszedł by na ten szczyt. Dlatego, że żyjemy w świeci komentatorów, a nie działaczy. A skoro, ktoś coś robi, to dla nich nie jest to na rękę, więc trzeba wykreować swoje wyobrażenie. Chodzi mi o to, że coraz mniej liczy się jak ktoś coś robi, a bardziej to że ktoś mówi, że to zrobił. Dlatego często jest tak, że jak udostępniamy jakiś reportaż z naszych działań w mediach społecznościowych, to często spotykamy się z falą krytyki, zamiast podziwu.

Super-My

Codziennie dokonujemy niezwykłych rzeczy, ratujemy dzieci, przed potworami z pod łóżka, sprawiamy, że kuku na paluszku znika po jednym ojojaniu, sprawiamy, że to wszystko jakoś działa, kręci się i nie przestaje. Jesteśmy skromni, cisi i robimy swoje. Mamy refleksje o sobie, potrafimy się przyznać do błędu, wybaczyć, wziąć sprawiedliwie część winy na siebie, ale czemu jest nas tak mało?

3 komentarze do “Czy da się zważyć szczęście? O równowadze między odpuszczaniem a działaniem”

  1. Bookendorfina Izabela Pycio pisze:
    25 lutego 2021 o 06:43

    Już samo szukanie recepty na równowagę daje poczucie szczęścia, uświadamia nam, jak mocno potrafimy żyć, intuicyjnie wiemy, co należy i kiedy odpuścić, z czego w danym momencie zrezygnować, a kiedy uprzeć się na życiowej misji. Lubię życie właśnie za nieograniczone pole do podejmowania decyzji i działań. 🙂

    Odpowiedz
  2. Świat karinki pisze:
    25 lutego 2021 o 08:19

    Ja myślę że pod tym względem moi rodzice się spisali od zawsze nauczyli mnie odpuszczać jeśli czuję że coś nie daje mi szczęścia i jednocześnie walczyć o to co mnie cieszy.

    Odpowiedz
  3. Marta pisze:
    26 lutego 2021 o 12:45

    Bardzo mądre podejście. Szczęście to drobiazgi azgi.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O witrynie

Zapraszam Was do naszej codziennej podróży, pełnej zmagań w świecie czujących inaczej, w świecie spektrum autyzmu, gdzie świat odczuwalny jest nieco inaczej

Archiwa

  • luty 2024 (2)
  • październik 2023 (3)
  • lipiec 2023 (1)
  • marzec 2023 (5)
  • styczeń 2023 (5)
  • październik 2022 (1)
  • wrzesień 2022 (5)
  • sierpień 2022 (2)
  • czerwiec 2022 (3)
  • maj 2022 (2)
  • marzec 2022 (4)
  • styczeń 2022 (9)
  • grudzień 2021 (2)
  • listopad 2021 (3)
  • październik 2021 (5)
  • wrzesień 2021 (3)
  • sierpień 2021 (1)
  • lipiec 2021 (1)
  • czerwiec 2021 (5)
  • maj 2021 (1)
  • kwiecień 2021 (8)
  • marzec 2021 (9)
  • luty 2021 (10)
  • styczeń 2021 (11)
  • grudzień 2020 (7)

Tagi

3xbez autyzm bez glutenu czucie głębokie czytanie diagnoza dieta DIY domowa terapia dzieci emocje good wood hamak hollow bag huśtawka huśtawki integracja sensoryczna intibag las leon masaż obciążenie orzeczenie otwartość przedszkole puzzle relacje rodzice rodzina równowaga senso-rynka sensoric sensoryka si specjalne potrzeby spektrum terapia terapia przez zabawę układanki wsparcie wyciszenie wyzwania zabawa zaburzenia ścieżka sensoryczna
©2026 czując inaczej | WordPress Theme by Superb WordPress Themes
Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.