Artykuł Domowy tor przeszkód, czyli jak z terapii zrobić zabawę pochodzi z serwisu czując inaczej.
]]>
Domowy tor przeszkód, brzmi skomplikowanie, jak przygotowanie do olimpiady czy maratonu, ale tak na prawdę jego elementy na co dzień macie w domu. Tor przeszkód poznaliśmy na zajęciach z integracji sensorycznej i był jedną z pierwszych czynności zachęcających Leona do aktywności. Przede wszystkim jest to bardzo aktywizująca, ruchowa, forma ćwiczeń. Jest atrakcyjna dla dzieci, ponieważ jego elementy, są dopasowane do umiejętności dzieci, a także w atrakcyjny sposób nakłaniają do ćwiczenia tych czynności, które sprawiają im trudność. Jest to dobry sposób by ćwiczyć motywację, wykonywanie poleceń, wykonywanie czynności w określonej kolejności czy sposobie. Dziecko poznaję różne elementy i wyrabia sobie upodobania do pewnych czynności. Może rozwijać kreatywność i wyobraźnię, może być traktowane jak trening super bohaterów czy tajna misja.
W zależności od potrzeb i trudności dziecka dobieramy elementy toru przeszkód tak by ćwiczyły: równowagę, czucie głębokie, motorykę małą i dużą, naprzemienne stawianie stóp, chodzenie na kolanach, nadwrażliwości i pod wrażliwości, itp Najważniejszym aspektem torów przeszkód jest rozładowanie nadruchliwości i nadpobudliwości, a także aktywizacja przy braku motywacji do ruchu.

Jednym z minusów toru przeszkód jest to, że musimy mieć na niego trochę miejsca, jednak czasem wystarczy nie wielka przestrzeń i wykorzystanie mebli czy innych elementów gospodarstwa domowego. Na rynku jest na prawdę dużo gotowych elementów toru przeszkód i nawet parę mamy, jednak w domu mamy tyle przedmiotów użytku codziennego, że na prawdę finanse nie dominują tego czy nasz tor przeszkód będzie lepszy czy gorszy.

Jeśli chodzi o gotowe elementy toru przeszkód, to na pewno wielofunkcyjny Good Wood, może może służyć do wspinaczki, może być bujakiem na którym trzeba się utrzymać czy zjeżdżalnią.
Bardzo pomocne będą wszelkiego rodzaju tunele typu sensorycznego czy beczka, my polecamy te od Senso-rynki , dzieci ćwiczą przechodzenie, przeciskanie, turlanie, a jednocześnie tunele miękkie sensoryczne mają także funkcje pufy, poduszki, więc są świetnym elementem końcowym, relaksacyjnym.
Elementy ścieżki sensorycznej to u nas must have, to od początku ulubiony element torów przeszkód, ze względu na jego dużą potrzebę sensoryki stóp. U nas króluje ścieżka sensoryczna stworzona przez dziadków chłopaków, na puzzlach piankowych, jednak wystarczy wycieraczka, kawałki różnych materiałów, czy kawałek sztucznej trawy i mamy świetną pełno wartościową ścieżkę sensoryczną. Ścieżka sensoryczna to naturalny masaż, jednocześnie wzmacnia stopy i pomaga przy problemach z równowagą i pewnością w chodzeniu.

Przydatne też będą wszelkiego rodzaju pufy, poduszki. My polecamy Rolling Bag, czyli pufę sensoryczną od Intibag. Pufa jest dobry elementem do skakania, wtapiania, a także jako końcowy element relaksacyjny.
U nas świetnie sprawdzają się duże klocki firmy Marionex, układamy z nich takie mini mosty, mini schodki. Czasem chłopcy sami tworzą z nich trasy. Dzięki nim dzieci ćwiczą równowagę i naprzemienne chodzenie.




Jeśli chodzi o o to jak możemy stworzyć elementy domowego toru przeszkód bez większych nakładów finansowych, to tak jak pisałam wyżej jeśli chodzi o ścieżkę sensoryczną to możemy użyć różnych materiałów, dywaników, wycieraczek, paneli tarasowych, gumowych podkładek na stół, pudełek wypełnionych kaszą, piaskiem, liściami, itp. Ciekawym elementem do wykorzystania mogą być stopnie, podium, których używamy w toalecie, taborety itp. Jeśli chodzi o tunel wystarczy niski stolik, albo dwa krzesła przykryte kocem. Równoważnie możemy zrobić ze zwykłej deski, pozostałej po remoncie. W zależności od potrzeb i możliwości, przedmioty mogą być różne, bo nawet zwykła robocza drabina może być elementem toru przeszkód.
W zależności od tego czy nasze dziecko wykonuje polecenia czy nie, zabawa na torze przeszkód może wyglądać różnie. Z racji tego, że Leon lubi tego typu aktywność, nie muszę go zachęcać, jednak wybiera on sobie tylko te elementy które lubi i z nich korzysta. Dlatego pierwsze parę kółek chodzę z nim za rękę i do niektórych elementów, jak tunel muszę go namawiać albo wręcz wsadzić żeby dalej przeszedł sam.





Jeśli chodzi o Bruna, to chętnie przechodzi i zalicza wszystkie przeszkody sam. Dodatkową atrakcją dla niego jest to, że udajemy że to trening Spider-mena, albo innego super bohatera, albo że jest w wojsku i ja wydaje rozkazy. Jest wiele możliwości, ogranicza nas tylko wyobraźnia.












Ile razy dziecko powinno przejść tor przeszkód? Nie ma uniwersalnej odpowiedzi, ja zawsze mówię, że to zależy od możliwości i potrzeb. Ja zwykle robię trzy pełne kółka z Leonem zaliczając wszystkie elementy, a potem daje chłopcom czas żeby korzystali z toru według własnych potrzeb i upodobań. Zwykle wtedy modyfikują tor i zabawa i terapia trwa jeszcze dłuższą chwilę. Jeśli chodzi o układ to tak jak mówiłam dobrze jest by elementy toru były zróżnicowane: wspinanie, skakanie, coś na równowagę, przeciskanie, a na końcu zawsze jakiś relaks.
I znowu wszystko pięknie ładnie, ale jak tu robić tor przeszkód w wynajmowanym małym mieszkanku, gdzie na każdy tupot sąsiedzi, stukają z pretensjami do drzwi, a i na nadmiar elementów by stworzyć tor przeszkód też nie można narzekać. Jeśli rzeczywiście nie mamy warunków w domu, to fajnie aby dziecko mogło korzystać z takich ćwiczeń na zajęcia si albo fizjoterapii, lub po prostu na zewnątrz. Krawężniki są świetnym sposobem na ćwiczenie równowagi, oczywiście miejsca jak las czy park i place zabaw, które coraz lepiej stają na przeciw sensorycznym potrzebą naszych dzieci.
Oczywiście metody i sposoby opisywane we wpisie nie są uniwersalne i nie są odpowiednie dla wszystkich dzieci. Mam nadzieję, że będą inspiracją i podpowiedzią, dla Waszych codziennych wyzwań. Jak macie jeszcze inne sposoby na tor przeszkód to podzielcie się w komentarzach 
Artykuł Domowy tor przeszkód, czyli jak z terapii zrobić zabawę pochodzi z serwisu czując inaczej.
]]>Artykuł Integracja sensoryczna, co to jest i dlaczego mówimy o jej zaburzeniach pochodzi z serwisu czując inaczej.
]]>
Dużo Wam piszę o sensoryce, że to i tamto fajnie działa, że coś jest sensoryczne. Dzisiaj chciałabym trochę to rozjaśnić i rozłożyć na części, by przyjrzeć im się z bliska i móc je zintegrować. Integracja sensoryczna, to ogół procesów zachodzących w naszym organizmie, które pomagają nam w odbieraniu bodźców, reagowaniu na nie i w byciu, w kontakcie z otaczającym światem. Integracja sensoryczna sprawia, że ogół tych wszystkich procesów gra, jak zgrana orkiestra. Kiedy dyrygent wskazuje na flecistę, on wie, że teraz jego kolej, jednak co się dzieje, gdy ktoś zaczyna fałszować? Wtedy mówimy właśnie o zaburzeniach integracji sensorycznej.
Każdy z nas ma pewne małe zaburzenia integracji sensorycznej, obgryzanie paznokci, rozdrapywanie krostek czy pryszczy, wrażliwość na metki, problem z skupienie się na rozmowie, gdy ktoś ma coś przeszkadzającego na twarzy. W momencie, w którym możemy z tym żyć, raczej rzadko mówimy o problemach z si. Trudności zaczynają się wtedy, gdy dane wrażliwości lub pod wrażliwości, utrudniają nam funkcjonowanie w codziennym życiu, że wszystko tak podrażnia, drapie i przeszkadza, że ciężko jest wytrzymać w ubraniach, lub że mamy taką potrzebę docisku, że nasz dotyk boli innych i ich krzywdzi. Często słyszę, że teraz prawie każde dziecko ma zaburzenia si. To po części prawda, jednak nie chodzi o to że teraz dzieci rodzą się jakieś „inne”, tylko że mają od urodzenia, coraz mniej możliwości stymulacji sensorycznej. Chodzi o to, że jest coraz mniej terenów zielonych, naturalnych, a coraz więcej, miast bloków i asfaltu. Dzieci mają coraz mniej możliwości, by choćby polatać na bosaka po trawie, są wydzielone sfery dla dzieci, czyli place zabaw, które mają ograniczone zasoby, czyli sam piasek, z atestem, bez kamyków, patyków czy kory, a wszystkie te elementy są bardzo ważne w prawidłowym rozwoju. Ponadto mieszkamy teraz najczęściej w blokach w małych, bądź większych mieszkankach, na które ciężko pracowaliśmy i w których nie ma często miejsca, na „brudne” zabawy dzieci, a to bardzo ważne, by nasze pociechy rozwijał się prawidłowo.
Tak jak na początku Wam pisałam, teraz rozłożę si na części i po krótce postaram się opisać, jak wyglądają zaburzenia i jak działać by pomóc dziecku je okiełznać. Wyróżniamy dwa rodzaje zaburzeń nadwrażliwość lub pod wrażliwość, czyli niechęć, unikanie oraz potrzeba czegoś bardziej i więcej.










Jeśli chodzi o dotyk, to mówimy tu o fakturach, konsystencji, odczuciach naszej skóry oraz receptorów znajdujących się przede wszystkim na dłoniach i stopach. O zaburzeniach dotykowych mówimy gdy, dziecko nie lubi dotykać rzeczy mokrych, wilgotnych, obślizgłych, lub jeśli uwielbia rzeczy szorstkie, chropowate, kujące, potrafi się ocierać nawet twarzą o fakturę budynku. Wszystkie nadwrażliwości i pod wrażliwości możemy ćwiczyć za pomocą mas plastycznych o których piszę tutaj i tutaj, za pomocą układanek, puzzli itp, możecie o nich przeczytać tutaj, tutaj i tutaj, malując, rysując, stosując arteterapię, za pomocą masaży i docisków, o których piszę tutaj i tutaj, przydatne też mogą być baseny kulkowe i przede wszystkim ścieżki sensoryczne, opisane tutaj.












Wzrok, to co widzimy, to jak patrzymy, czy w ogóle patrzymy, zależy od pewnych czynników. Jest coś takiego jak koordynacja oko-ręka, co oznacza, że patrzymy na coś i to chwytamy lub że bierzemy puzzel i wsadzamy go w miejsce, na które popatrzyliśmy. Jeśli to nie działa można zauważyć, że dziecko nie może trafić do sortera odpowiednim kształtem. O tym jak można ćwiczyć koordynację ręka oko pisałam, tutaj, tutaj i tutaj. Kolejnym czynnikiem jest obserwacja, umiejętność łączenia konkretu z obrazkiem, wskazywanie różnych rzeczy, o takim sposobie terapii pisałam tutaj. Niektóre dzieci potrafią bardzo blisko patrzeć na jakąś rzecz, która je stymuluje wzrokową, ekscytować się świecącymi, migającymi, obracającymi się rzeczami.












Dziecko z zaburzonym czuciem węchowym, będzie zniesmaczone intensywnymi zapachami, będzie wolało mdłe potrawy, ciężko mu będzie w perfumowanym pomieszczeniu, wąchanie generalnie nie będzie jego ulubioną czynnością. Leon ma tak, że uwielbia mocne intensywne przyprawy, wącha je, lubi być otoczony zapachami, lubi zapachy mas plastycznych, wącha las i służy mu aromaterapia. O zapachach lasu przeczytacie tutaj, a o zapachach z kuchni tutaj i tutaj.







Smak, podobnie jak węch, albo lubimy mocne intensywne kwaśne, ostre, słone smaki, lub wręcz odwrotnie wolimy mdłe nie zaskakujące doznania smakowe. Podciągnęłabym tutaj jeszcze kwestie struktury posiłku, część dzieci lubi zupy, w których dużo się dzieje, kluski ziemniaki, warzywa itp, a dla innych dzieci w grę wchodzi tylko zupa krem. O naszych smakach piszę tu i tu. Czasem jest tak, że naszym dzieciom smakuje ciastolina, piasek i inne niejadalne rzeczy. To też często kwestia do stymulowania się sensorycznego poprzez buzię.








Słuch jest bezpośrednio powiązany z mową, dlatego zdarza się że do dzieci częściej trafiają melodyjne tony lub sam śpiew zamiast prostych słów. Tutaj znowu możemy zauważyć dzieci, wrażliwe słuchowo, które zatykają uszy, które lepiej czują się w wygłuszających słuchawkach lub dzieci, które przytulają ucho do głośnika, których muzyka stymuluje, sprawia im przyjemność. O muzykoterapii i jej terapeutycznym działaniu pisałam Wam tutaj.











Układ przedsionkowy odpowiada przede wszystkim za poczucie równowagi. Jeśli mamy dzieci, które chodzą lub biegają bardzo niezgrabnie, potykają się, obijają o ściany i inne przedmioty, wtedy możemy podejrzewać zaburzenie tego obszaru. Możemy ćwiczyć z dzieckiem na różnych huśtawkach, bujakach, deskach, czy ścianka wspinaczkowych, o których pisałam tutaj, tutaj, tutaj i tutaj.















Jeśli chodzi o czucie głębokie, to pisałam Wam o nim bardzo dużo tutaj, chodzi przede wszystkim o to, że ciało z zaburzonym czuciem głębokim potrzebuje znacznie więcej docisku, o czym pisałam Wam też tutaj. Dzieci bardzo mocno się przytulają, lubią ciasne miejsca, lubią jak coś je przykrywa, mocno otula, zakrywa. Czucie głębokie odpowiada również za czucie temperatury, dlatego na przykład dzieci podchodzą blisko do ognia czy kuchenki. To nie jest tak, że chcą źle, tylko one na prawdę potrzebują mocnych bodźców, żeby coś poczuć. Okiełznać czucie głębokie możemy poprzez masaże dociskowe, tunele sensoryczne, kołderki, koce obciążeniowe, worki sensoryczne, pufy dociskowe, itp
Mam nadzieję, że udało mi się opisać takie najważniejsze czynniki, które mogą świadczyć o pewnych nieprawidłowościach w rozwoju naszych dzieci. Oczywiście pamiętajcie, że każde dziecko jest inne i to co u jednego będzie zaburzeniem, u drugiego dziecka może być okresem przejściowym lub wynikiem jakiś doświadczeń, dlatego zalecam byśmy nie skupiali się na pojedynczych działaniach naszych dzieci, lecz na ogóle czynników, które determinują jego zachowanie na przestrzeni czasu. W opisach każdego ze zmysłów, macie odnośniki do moich wpisów, w których znajdziecie szczegółowe sposoby na terapię danego obszaru, konkretnymi pomocami terapeutycznymi, wystarczy że klikniecie na słowo „tutaj” i przeniesiecie się do jednego z wpisów. Oczywiście si, można by rozpisać na motorykę małą, dużą itp. Jednak dla mnie bliższy jest wyżej opisany sposób. I na koniec jak zawsze podkreślam, to są działania i rzeczy, które sprawdzają się u nas i działają na Leona, ale nie będą odpowiednie dla wszystkich, za to mam nadzieję, że znajdziecie tu coś dla siebie lub przynajmniej zainspirujecie się czymś, co pomoże Wam w codziennych wyzwaniach. 
Artykuł Integracja sensoryczna, co to jest i dlaczego mówimy o jej zaburzeniach pochodzi z serwisu czując inaczej.
]]>Artykuł O tym co nas kręci, buja i kołysze pochodzi z serwisu czując inaczej.
]]>
O naszych huśtawkach, bujakach i deskach do balansowanie pisałam Wam tutaj. Teraz rozszerzę trochę temat o pozostałe akcesoria do bujania, kręcenia się i kołysania.

Muszelka Bilibo, to jedna z kreatywnych zabawek, która swoja prostotą ma zachęcać dzieci do niekonwencjonalnych rozwiązań. Jej głównym zastosowaniem jest kręcenie się, które ćwiczy równowagę, stymuluje układ przedsionkowy, rozwija motorykę dużą. Jest idealna dla dzieci, którym przyjemność sprawia kręcenie się, wprowadzenie się w stan zawirowania, w którym nie panują nad własnym ciałem. Muszelka może być też, śmiesznym nakryciem głowy, siedziskiem, wyższym stopniem, elementem toru przeszkód, pojemnikiem na piasek i inne skarby. Tak na prawdę ogranicza nas tylko wyobraźnia.














O naszej drewnianej desce do balansowania pisałam Wam już tutaj. Teraz opiszę i trochę porównam Wam tę plastikowo-gumową. Deska jest bardzo ciekawa, ponieważ na spodzie ma gumowe przyssawki, także balansowanie polega na odklejaniu i ponownym przyklejaniu przyssawek do podłogi. Kolejną rzeczą która różni ją od drewnianej są uchwyty po obu bokach, dzięki czemu można bujać się siedząc lub kucając. Ponadto są tu gumowe elementy, które ułatwiają stabilizację, jeśli dziecko stoi. Te wszystkie elementy dostarczają, bardzo fajnych bodźców dotykowo-sensorycznych. Minusem jest to, że deska jest znacznie delikatniejsza i dorosły się na niej nie pokołysze, w przeciwieństwie do tej drewnianej.














O huśtawce bocianie gniazdo pisałam Wam w wpisie tutaj, w formie huśtawki podwórkowej. Teraz opowiem Wam jak tą podwórkową przystosowaliśmy do warunków domowych, oraz o innej bardziej fotelowej wersji bocianiego gniazda.
Nasze podwórkowe bocianie gniazdo, kupiłam na allegro i na dworze sprawdza się super, jest po części z szybko schnącej tkaniny, a po części z takiej sztucznej siatki, przepuszczającej wodę. W domu była za mało przytulna, twarda sztywna, dlatego również na alllego dokupiłam poduszkę specjalnie dedykowaną do tej huśtawki. Jeśli zdecydujecie się na kupno, pamiętajcie by sprawdzić rozmiar, ponieważ tak samo jak huśtawki, tak i poduszki są w dwóch standardowych rozmiarach, mianowicie średnica 90cm lub 100cm, nasza ma 100cm. Poduszka jest przyjemna wygodna, miękka, ma sznureczki, które mocują ją do haczyków w huśtawce, tak że nie zsuwa się z gniazda.










Huśtawka, której jeszcze Wam nie opisywałam, również zakupiona na allegro i również w nazwie jest bocianim gniazdem. Całą rodziną bardzo ją lubimy, bo ma wiele aspektów relaksacyjnych i przypomina fotel. Jest wygodna ma oparcie. To, że jest stworzona z sznurków, nadaje jej sensoryczny charakter i sprawia, że jest równie atrakcyjna, co inne huśtawki.









Na koniec chciałam Wam pokazać jeszcze jedno zastosowanie dziupli hollow bag, od Intibag, jako hamak dociskowy. Leon wygląda w nim trochę jak w kieszeni kangura i myślę, że tak właśnie się czuję. Ta forma działa dociskowo, wyciszająco, otulająco i kołysząco.:).
Artykuł O tym co nas kręci, buja i kołysze pochodzi z serwisu czując inaczej.
]]>Artykuł Tunele, dociski, worki i tak dalej, czyli kolejne podejście do okiełznania czucia głębokiego pochodzi z serwisu czując inaczej.
]]>
O naszych codziennych masażach, dociskach i innych sposobach na czucie głębokie pisałam Wam już tutaj, w jak do tej pory najpopularniejszym wpisie na blogu, który na tę chwilę ma ponad 6 tysięcy wyświetleń, za co serdecznie Wam dziękuję i mam nadzieje, że ten kolejny wpis pomoże Wam w waszej domowej terapii. Tym razem opowiem Wam o tunelach, workach i pufach sensorycznych. Będziemy się masować, dociskać, turlać i kołysać.
Uzupełnienie wpisu, stanowi filmik:

Tunel miękki od Senso-rynka

Tunel sensoryczny to pufa, do której możemy wejść do środka z otworami po obu stronach. Tunel służy to stymulowania czucia głębokiego, poprzez przeciskanie się przez niego. Masuje i dociska całe ciało. Ponad to pobudza sensorycznie, dotykowo, poprzez fakturę materiału oraz wypełnienie granulatem, który stymuluje także słuchowo. Dzieci z nadwrażliwością słuchową mogą być początkowo zmieszane dlatego warto zacząć wtedy od potraktowania tunelu jako pufy. Dla niektórych dzieci problemem może być też wejście do ciemnego worka, dlatego ja zaczynam od włożenia swojej ręki do środka i przewlekam ją przez cały tunel, tak żeby wskazać dziecku kierunek i drugi koniec.



Tunel to ręczna robota, stworzony przez Senso-rynka, jest dostępny w paru rozmiarach, my mamy 120x70cm. Kiedy dobieracie rozmiar tunelu dla dziecka, dobrze by było jakby był trochę dłuższy niż nasz mały człowiek. Powinien być w miarę ciasny by dociskał, ale musi mieć trochę luzu, by dziecko mogło się do stymulować.


W ofercie jest mnóstwo materiałów, od jednolitych odcieni, po różnorodne wzory i motywy. Pokrowiec jest zdejmowany i na rzepy, możemy go spokojnie prać. Granulat jest w osobnym worku. Jeśli chodzi o samo użytkowanie, to w zasadzie nie trzeba wiele, prócz pomocy dziecku w nałożeniu lub wejściu do tunelu, jednak możemy, także sami jeszcze podociskać i pougniatać dziecko w tunelu, w zależności od jego potrzeb.










Tunel sensoryczny Vest-Pol

Inną wersją tunelu jaki posiadamy jest z firmy Vest-Pol, jest bardziej uniwersalny, znajdziecie go w większości sali do integracji sensorycznej. Można go kupić na allegro, my mamy akurat tańszą wersję, bez wymiennego pokrowca, choć według producenta, można go prać w wannie lub przecierać wilgotną szmatką.

W porównaniu do tunelu od Senso-rynka, jest znacznie luźniejszy i mniej dociskowy. Na pewno jest mniej dostosowany do indywidualnych potrzeb. Za to tak, jak pisałam na początku, jest bardziej uniwersalny i na pewno lepiej sprawdza się w prowadzeniu zajęć z różnymi dziećmi.




















Tunel sensoryczny beczka od Senso-rynka

Beczka jest bardziej aktywną formą tunelu, można się w niej turlać, kołysać na boki, chować i dociskać, lub przez nią przechodzić. Tutaj również można dobrać rozmiar oraz materiał. U nas beczka ma wymiar 80x50cm. Jest w nim więcej miejsca na różne manewry. Idealnie sprawdza się w formie relaksacyjnej, zabawowej, terapeutycznej. Jest świetnym materiałem na fragment toru przeszkód. Będzie pomocny, także dla młodszych dzieci, które dopiero raczkują i uczą się przewracania z brzucha na plecy.














Tunele sensoryczne posiadają, również funkcje pufy, więc jeśli nie macie za wiele miejsca, to tunel będzie idealnym dwa w jednym. Oprócz tuneli posiadamy dwie pufy w formie worków sako.










Pufy są wypełnione granulatem, więc podczas leżenia, zatapiamy się w nich i miło nas otulają. Spełniają funkcję relaksacyjną, dociskową, można trochę w nich tego małego człowieka powygniatać. Materiał i wypełnienie dają sporo wrażeń sensorycznych. Kształt pufy dopasowuje się do ułożenie ciała, przez co dobrze wpływa na kręgosłup.

Worek sensoryczny to u nas ostatnio must have! Szczerze mówiąc nie sądziłam, że Leon da sobie go założyć, a tym bardziej, że nie będzie chciał z niego wychodzić. Zwykle raczej, z dużą dozą ostrożności podchodził do wszelkiego rodzaju tuneli czy klaustrofobicznych przestrzeni. Tutaj w ogóle nie było problemu.
Worek cechuje doskonała jakość materiału, bardzo rozciągliwy, miły w dotyku, nie ogranicza ruchów, dziecko nie ma problemu, by samemu dostosować sobie wysokość, na którą naciąga worek. Materiał jest oddychający, w stonowanym, uspokajającym kolorze. Idealnie działa na czucie głębokie, dociska, otula, wycisza, uspokaja, ogranicza ilość bodźców z otoczenia.





















W zasadzie worek jest bezobsługowy, zakładamy go dziecku, a potem dzieje się magia w postaci stymulacji czucia głębokiego, ale oczywiście możemy ten cały proces jeszcze usprawnić. Możemy poodciskać rękami, kującymi masażerami. Przez worek dziecko będzie czuło przyjemne mrowienie. Możemy też wrzucić dziecko na huśtawkę, wtedy prócz docisku, będzie odczuwało delikatne kołysanie, co będzie idealna symulacją poczucia bezpieczeństwa w tak jak, łonie matki.
Mam dla Was jeszcze parę ciekawych, pomocy terapeutycznych, ale zostawię je na kolejny wpis, bo co za dużo to nie zdrowo. Tak jak zawsze podkreślam, że wszystkie opisywane tutaj masaże, sposoby, działania i pomoce terapeutyczne, nie są niczym UNIWERSALNYM. To są działania i rzeczy, które sprawdzają się u nas i działają na Leona, ale nie będą odpowiednie dla wszystkich, za to mam nadzieję, że znajdziecie tu coś dla siebie lub przynajmniej zainspirujecie się czymś, co pomoże Wam w codziennych wyzwaniach. Jeśli chcielibyście się podzielić czymś co się u Was sprawdza lub chcielibyście przeczytać o jakiś konkretnych pomocach terapeutycznych, piszcie komentarze, wiadomości. Bardzo dużo się od Was uczę i inspiruję
Artykuł Tunele, dociski, worki i tak dalej, czyli kolejne podejście do okiełznania czucia głębokiego pochodzi z serwisu czując inaczej.
]]>Artykuł Mocniej, bardziej, więcej, czyli o zaburzeniu Czucia Głębokiego pochodzi z serwisu czując inaczej.
]]>
Uzupełnieniem wpisu jest film mojego autorstwa:
O Czuciu Głębokim mogłabym Wam pisać wiele. Jednak o tym, że to inaczej Propriocepcja i wiele innych książkowych informacji, możecie przeczytać wszędzie. Jak to wygląda rzeczywiście? To tak jakby Wasze dziecko było okręcone wieloma warstwami foli bąbelkowej i nie czuło po czym stąpa, czego dotyka, lub co widzi. Zaburzenia czucia głębokiego może objawiać się w wielu sferach życia naszego dziecka od poczucia smaku, temperatury, wzroku, równowagi, tak na prawdę wszędzie.

Dziecko z zaburzonym czuciem głębokim wygląda jakby nie czuło swojego ciała. Dlatego przytula się bardzo mocno, czasem przy tym wbija brodę, gryzie lub szczypie. Potrafi obijać się o ściany, ocierać bardzo mocno o chropowate struktury. Chodzi „jak pijany zając” potyka się, upada. Jego próg bólu jest znacznie przesunięty.

Oczywiście nie jest tak cały czas. Co chwile, momenty, zdarzenia, że ta potrzeba odczuwania bardziej, jest mocniejsza. Wtedy dziecko wygląda jakby było w bańce mydlanej.

Oczywiście na formę naszych dzieci mamy spory wpływ. Jest wiele masaży, docisków i obiektów sensorycznych, o których Wam zaraz opowiem. Jednak nie możemy po raz kolejny bagatelizować DIETY.
To co jemy ma ogromny wpływ na kondycję układu Proprioceptywnego. Podczas gdy z Diety Leona wyeliminowaliśmy gluten, cukier, jaja i mleko, jego potrzeby dociskowe diametralnie spadły. Nie chce już spać pod kołderką obciążeniową, zaczął bardziej odczuwać ból a masaże stały się delikatniejsze i bardziej sensoryczne niż dociskowe.
Więcej o diecie Leona przeczytacie: https://czujacinaczej.pl/2021/01/20/leon-od-kuchni-o-diecie-gotowaniu-i-anga/


Potrzeby dociskowe Leona cały czas ewoluują, a my staramy się za nimi nadążyć. Jak już pisałam w wpisie: https://czujacinaczej.pl/2020/12/28/co-czuje-rodzic-dziecka-z-wyzwaniami/ Masujemy Leona codziennie. W sumie obu naszych synów, Bruno mimo tego, że nie posiada zaburzeń, uwielbia wszystkie czynności, które wykonujemy z Leo.





Na początku Leon w ogóle nie chciał położyć się na materacu. Przez jego hospitalizacyjną przeszłość, leżenie i to co się robi z jego ciałem było dla niego przerażające. Dlatego na początku na terapii Si nasza Terapeutka oswajała Leona z tym, że coś go dotyka lub dociska. Później ciężko było Leonowi wytłumaczyć, że to już koniec, chciał jeszcze i jeszcze. Obecnie znowu mu się zmienia. Mniej docisków, więcej masażu sensorycznego. Jeśli mamy do czynienia z zaburzeniem czucia głębokiego, musimy być przygotowani na nieustanne zmiany. Czasami nawet nie będziecie wiedzieć dlaczego, ale odczucia dziecka się zmienią. Dlatego dla mnie kwestia czucia Leona jest ciągle otwartym rozdziałem i pewnie przeczytacie o nim i jego zmianach jeszcze w niejednym wpisie.














W pewnym momencie Leo miał tak duże potrzeby, że kładł się na macie do akupunktury, przykrywał obciążeniowym kocem i jeszcze chciał by uciskać go dużą piłką. Pewnie myślicie, że to przesada albo, że mogła mu się stać krzywda, ja też tak myślałam. Jednak większym zagrożeniem był dla siebie on sam jeśli nie zaspokoiło się jego ogromnej potrzeby CZUCIA.

Jeśli mowa o docisku i czuciu głębokim, nie możemy zapomnieć o wspaniałym produkcie sensorycznym Intibag, o którym już opowiadałam Wam w wpisie: https://czujacinaczej.pl/2021/01/06/biblioteczka-leona-czyli-o-tym-co-czytac-nie-tylko-dzieciom-z-autyzmem/ . Wtedy pisałam Wam o jego wyciszającej i relaksującej funkcji. Dzisiaj będzie o tym, jak zaspakaja potrzeby Czucia głębokiego, docisku i sensoryki.








Po pierwsze dziupla, wspaniały, elastyczny materiał który dostosowuje się do ciała, oraz sensoryczna pufa, na której samo siedzenie wywołuje mnóstwo doświadczeń sensorycznych. Dziupla otula i delikatnie dociska ciało dziecka, tak że zaczyna je czuć bardziej.











Po drugie pufa sensoryczna, która jest idealna do dociskania, jak i do zatapiania się w niej. Chyba najbardziej podoba mi się to, że mamy dwa osobne produkty w jednym, które działają w duecie tak samo jak osobno.
Więcej o Intibag na stronie: https://intibag.eu/

Zacznę od tego czym masujemy. Leon preferuje, szorstkie, kłujące, rolujące masażery. Dlatego do masażu używamy, między innymi dwóch szczotek od Lullalove. Teoretycznie są przeznaczone do masażu kobiet, między innymi by uniknąć rozstępów czy cellulitu, ale ich struktura idealnie odpowiada na potrzeby Leona, także mogę mu je tylko podkradać :). Więcej o marce Lullalove znajdziecie na stronie: LULLALOVE polska marka wysoko jakościowych artykułów dla kobiet i dzieci.

Inne masażery to zwykle klasyczne drewniane, gumowe piłki, walce, oraz przedmioty innego przeznaczenia, które idealnie nadają się do masażu. Czasami chodzę po różnych działach w sklepach i szukam po wyglądzie, co mogło by spodobać się Leonowi. Były już szczotki dla zwierząt, myjki do narzędzi lub naczyń. Generalnie nie ma znaczenia do czego to jest, ważne, że działa.







Nie mogę pominąć także narzędzi do masażu logopedycznego. U nas używamy typowy masażer logopedyczny z różnymi nakładkami, szczotkę soniczną do mycia twarzy oraz płatek sylikonowy do mycia twarzy. Przy nadmiernej potrzebie gryzienia, do masażu buzi używamy szczoteczki elektrycznej, do zębów, dla dzieci.






A co masujemy? Przede wszystkim stopy, dłonie i buzie. Jeśli Leon jest w formie to także plecy, całe ręce i nogi. Ostatnio ma potrzebę masażu brzucha, nawet sam próbuje się masować. Pamiętajcie o omijaniu miejsc intymnych, okolic pach, klatki piersiowej i wewnętrznej części ud.















Kocyk, kołderka, pled, różnie się nazywa, chodzi głównie o formę obciążenia, które pomorze dziecku w nadmiernym pobudzeniu.






Kołderki obciążeniowe robi się na zamówienie, nasza jest z firmy Sensoric: https://sensoric.pl/pl Niezbędna jest wcześniejsza konsultacja z terapeutą SI, ponieważ oprócz tego, że podajemy wagę i wzrost dziecka to musimy podać w % ilość obciążenia w stosunku do wagi dziecka. Obciążenie, zależne jest od poziomu nadpobudliwości oraz zaburzeniu czucia głębokiego dziecka. Kocyk pomaga w zasypianiu i utrzymaniu dziecka w tym zdrowym wypoczynkowym śnie. Ponadto można go położyć na nogi dziecka, gdy ma problem z usiedzeniem na miejscu. My używamy go podczas czytania książek. Przyznam, że na początku kocyk wydawał mi się bardzo ciężki, jednak jak sama chwile pod nim poleżałam, poczułam jak moje mięśnie odpoczywają, co było bardzo odstresowujące i relaksujące.








Tak jak już wcześniej pisałam odczuwanie potrafi ewoluować i jak już nam się wydaje, że panujemy nad sytuacją, nagle coś się zmienia i czekają na nas nowe wyzwania w zaspokojeniu czucia głębokiego naszego dziecka. Na szczęście mamy spore zasoby w sprzęcie, doświadczeniu naszym i Terapeutów, którzy z nami współpracują, więc bierzemy to na klatę. Szukamy, próbujemy, sprawdzamy i obserwujemy.
Artykuł Mocniej, bardziej, więcej, czyli o zaburzeniu Czucia Głębokiego pochodzi z serwisu czując inaczej.
]]>Artykuł Biblioteczka Leona, czyli o tym co czytać nie tylko dzieciom z autyzmem pochodzi z serwisu czując inaczej.
]]>
Książki i uwielbienie do słuchania czytanych opowieści, to jedno z moich największych sukcesów rodzicielskich. Już będąc w ciąży z Leonem, czytałam mu wybrane książki. Bruno słuchał mimo chodem, jak czytałam Leonowi, więc można powiedzieć że od zarodka byli oczytani.

Od zawsze starałam się by w każdym pomieszczeniu w domu były jakieś książki. Z racji tego, że u Leona zmagamy się z opóźnionym rozwojem mowy, bardzo ważne jest dla nas to jak często i co czytamy.

Jak już wiele razy słyszeliście czytanie dzieciom jest bardzo ważne dla rozwoju umiejętności społecznych, rozwoju mowy, rozwoju myślenia przyczynowo – skutkowego, rozwoju wyobraźni i kreatywności i wiele innych. Liczne spoty reklamowe co chwile opowiadają, o tym, co, ile czasu i po co mamy czytać.

Dlatego opowiem Wam co my czytamy i co się u nas sprawdza. Może znajdziecie coś dla Siebie 

O świątecznej części: „Jano i Wito zapach świąt” pisałam Wam już przy okazji wpisu o przygotowaniach świątecznych: https://czujacinaczej.pl/2020/12/25/nasze-swieta-o-tym-czy-swieta-ze-spektrum-moga-byc-wesole/

Tak jak już Wam pisałam, każda część serii ma sensoryczny element. Książka „Zapach świąt” ma element zapachowy. To trochę, jak w gazetkach Avon pocierasz stronę i czujesz zapach ;). Także w środku Wakacji możecie poczuć się jak pod koniec grudnia.

Pierwsza część „Jano i Wito w trawie”, chyba ulubiona Leona posiada element dotykowy, co bardzo go stymuluje i jest atrakcyjnym elementem książki. Pozostałe części, które posiadamy również mają elementy sensoryczne. Piszę o tych, które posiadamy, ponieważ Autorka Wiola Wołoszyn, jest bardzo płodna i cały czas wychodzą kolejne książki z tej serii.

Sama autorka jest z wykształcenia Logopedą zatem doskonalone rozumie, jaka forma pisanego teksu najbardziej pomaga w rozwoju mowy. Tekst w książkach jest pisane bardzo rytmicznie, powtarzalnie, melodyjnie. Dzieci uczą się naśladować odgłosy przyrody, zwierząt, narzędzi, pojazdów i urządzeń.
Autorka prowadzi też bloga : https://wiolawoloszyn.pl/, więcej o serii książek znajdziecie też na Facebook: https://www.facebook.com/matkawariatkapl/


Kolejną wspaniałą Autorką z wykształceniem logopedycznym jest Marta Galewska-Kustra. Nasz skromny zbiór to tylko ułamek całej serii książek i pomocy edukacyjnych.

W książkach, z tej serii jest bardzo dużo odgłosów dźwiękonaśladowczych, które zachęcają dzieci do aktywnego czytania. Tekst jest prosty i zrozumiały dla najmłodszych. Pucio, bohater książek towarzyszy dzieciom w codziennych czynnościach jak gotowanie, spanie, zabawa, spacer, odwiedziny najbliższych.


Hector Dexet to autor niebywałej i niezwykle kreatywnej serii książek „z dziurką”. Leona pierwszą i najulubieńszą częścią serii jest „Kto zjadł biedronkę”.





Seria tych książek nie zwiera wiele tekstu, jednak ich niebanalna forma rozwija u dzieci wyobraźnie i aktywizuje je podczas słuchania opowieści.








Eric Carle to nie tylko Autor naszej naj, naj, naj ulubieńszej serii, ale także niesamowity Artysta, ilustrator, twórca.

Jego ilustrację są niepowtarzalne i bardzo dla niego charakterystyczne. Ponadto książki posiadają elementy sensoryczne, okienka, rozkładanki, „dziurki”.





Nasza ulubiona „Bardzo głodna gąsienica”, nie dość, że opowiada o życiu owada jakim jest gąsienic, to jeszcze pomaga w nauce liczenia. Leon słuchał jej od maluszka i do tej pory, za każdym razem kiedy podnoszę ją z półki od razu pojawia się na jego twarzy uśmiech.






Kolejny Artysta tworzący bardzo interaktywne książki. W utworach Herve Tulleta, mimo bardzo prostych ilustracji, dużo się dzieje. Książki zachęcają do naciskania, potrząsania, wydawania odgłosów oraz do wielu innych aktywności.












Seria „Let’s pretend” wydawnictwa Usborne, to anglojęzyczne książki o zawodach. Seria jest nie tylko zwykłym opowiadaniem, ale posiada funkcje puzzli. Przy każdej ilustracji znajdziemy miejsce, gdzie mamy dopasować przedmioty, zwierzęta, postacie powiązane z tematem danej książki.







Książki są bardzo ciekawe i pomagają dzieciom w aktywnym słuchaniu i wczuwaniu się w opowieść. Przez to, że są pisane po angielsku trafią w gusta nie tylko bardziej ambitnych przedszkolaków, ale także ich rodziców. Ciekawostką jest to, że wszystkie kupiłam w sklepach z odzieżą używaną, czyli po prostu w lumpeksach. Dlatego zachęcam Was do poszukiwań, bo nie wszystko co ładne i fajne musi kosztować miliony ;).


Kolejna seria książek przy których nie można się nudzić. O części „Pod choinką” pisałam Wam już w poście o przygotowaniach do świąt: https://czujacinaczej.pl/2020/12/25/nasze-swieta-o-tym-czy-swieta-ze-spektrum-moga-byc-wesole/.

Utwór jest stworzony z niezwykłych ilustracji, które działają na poczucie sprawczości dzieci. Po przesunięciu paluszkiem dziecko zapala gwiazdy na niebie, sprawia że słońce wschodzi i zachodzi.



„Elmer” czyli opowieść o słoniu w kratkę. Osobiście uwielbiam tę książkę, opowiada o inności, tolerancji, dopasowaniu do grupy czy wyjątkowości. Czytam ją Leonowi tak często, że niemal znam ją na pamięć i często gdy czytam ” Elmer był inny. Elmer był w kratkę. Był żółty i pomarańczowy, czerwony i różowy, fioletowy, niebieski i zielony, czarny i biały”, myślę sobie: Leon był inny. Leon był w kratkę. Był wesoły i smutny, skupiony i wrażliwy, niecierpliwy, entuzjastyczny i rozdrażniony, przyjacielski i osamotniony.





Na koniec opowiem Wam, jak ważne jest to by dzieci miały swoje miejsce, do wyciszenia, gdzie czują się bezpiecznie i mogą w spokoju oddać się lekturze. U nas jest to hollow bag, czyli dziupla sensoryczna firmy Intibag.





Jest to niezwykły sensoryczny obiekt o wielu funkcjach, dlatego pewnie przeczytacie o nim jeszcze nie raz na tym blogu. Opowiem Wam na pewno więcej przy wpisie, które planuje zrobić na temat: masażu i docisków, czyli o czuciu głębokim. Jeśli jednak nie możecie się doczekać zapraszam Was na stronę: https://intibag.eu/ oraz https://www.facebook.com/IntibagWarsaw. Znajdziecie tam więcej sensorycznych obiektów, a także wiele przydatnych informacji o czuciu głębokim.

Jak już jesteśmy przy temacie tekstu, to chciałbym Wam zaprezentować coś ekstra, mianowicie koszulki z tekstami nawiązującymi do autyzmu. Ja z Leonem mamy po trzy takie i już wiem, że na tym się nie skończy. Jeśli Wam się podobają to zapraszam na stronę: https://aspiracje.com.pl/ oraz na: https://www.facebook.com/ASPIracje

Koszulki które posiadamy, maja napisy: „Pozwól mi po swojemu”, „Nie mówię, ale to nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia”, „Zawodowy tester cierpliwości”, „Autyzm nie jest zaraźliwy ignorancja owszem”, „Wystarczająco dobra mama, osoby autystycznej”. Koszulki powodują pozytywne reakcje otoczenia. Są świetnym sposobem na „oswojenie” autyzmu w głowach społeczeństwa.
Artykuł Biblioteczka Leona, czyli o tym co czytać nie tylko dzieciom z autyzmem pochodzi z serwisu czując inaczej.
]]>