Artykuł O partnerstwie i o tym jak ciężar wyzwań ciąży w pojedynkę pochodzi z serwisu czując inaczej.
]]>
Tworząc związek, zwykle jeszcze jako nastolatki przechodzimy przez pewien rodzaj próby i sprawdzenia jak to jest dzielić pewne chwile, czas, przestrzeń z drugą osobą. Przechodzimy pierwsze radości, uniesienia, ale i zawód, trudność w podejmowaniu kompromisów, czasem to pierwsze uczucie, że coś tracimy, czy musimy zrezygnować z wygodniejszych rozwiązań. Choć teraz z perspektywy czasu, tamte problemy wydają się błahe, nieistotne, proste, to tak na prawdę są postawą i korzeniem naszych aktualnych relacji.

Wszystko z czym mierzyliśmy się będąc jeszcze w połowie sami, a w połowie w relacji, jest widoczne w naszym codziennym życiu, postrzeganiu siebie, tej drugiej osoby, a także tych małych osóbek, choć nieidealnych, ale stworzonych z tej najistotniejszej i najbardziej dojrzałej relacji. Oczywiście czasami, jest tak że relacja, której owocem są nasze dzieci, okazuje się najlepsza zbyt krótko, potem okazuje się dziurawa, mało wspierająca i nie trwała przy pierwszych wyzwaniach, których często przy dzieciach z zaburzeniami czy spektrum, jest bardzo wiele.







Czy istnieje test, kryterium, jakakolwiek wskazówka, wytyczne, która wskazała by nam kto pozostanie z nami w tej wspólnej wędrówce z bagażem ciężkim od wyzwań, a kto już na starcie mówi, że dla niego to za wiele? A co z tymi, którzy czasem powątpiewają widząc górę, z niewidocznym szczytem, ale za chwile wracają i biorą nie tylko swój bagaż, ale i nasz. Czy jest w tym coś złego? Problem w tym, że nikt nie pyta nas: „Czy jesteś gotowy na dziecko z zaburzeniami sensorycznymi, albo z autyzmem?” Dostajemy to od tak, bo jesteśmy jednym na 100, bo geny się jakoś tak ułożyły, bo tak po prostu. Czy zatem każdy kto mówi: „nie, ja nie dam rady” jest zły? Czy może po prostu realnie ocenia swoje możliwości. Pamiętam jak na studiach, jedna z profesorek powiedziała: „Skończyła się era siłaczek, teraz macie jako nauczyciele dbać o siebie, o swój, czas i prywatność”. Skoro nauczyciele mają do tego prawo to dlaczego nie rodzice, którzy często są obwiniani za wszystko co się z dzieckiem dzieje, a jak pisałam wyżej nikt nas nie pytał czy damy radę.












Często spotkam się z tym, że jeśli jeden z rodziców, odchodzi od rodziny, w której jest dziecko z wyzwaniami, to jest zwykle tym najgorszym. Oczywiście nie wykluczam, że czasem są sytuacja, w których rzeczywiście intencje i relacja jest toksyczna, ale w większości przypadków decyzja o rozstaniu jest trudnym procesem i rozdarciem między zadbaniem o siebie i swoim szczęściem, a odpowiedzialnością i relacją rodzinną. Bardzo wiele rodzin rozpada się, gdy dzieci są w ogólnej normie, a co dopiero gdy codzienność jest tak pełna wyzwań, a przyszłość bardzo niewyraźna.
Jestem bardzo przeciwna ocenianiu naszych błędów, pod tchnięć, decyzji, szczególnie przez osoby, których owoc relacji względnie dobrze się rozwija, a jego przyszłość jest raczej jasna, wielokierunkowa i otwarta. Trawa jest zawsz zieleńsza u sąsiada, szczególnie że nasza jest wypalona przez słońce mimo nawożenia i stosowania różnych specyfików. Zapominamy jednak, że tamta jest nieużywana, na pokaz, a nasza służy za ścieżkę sensoryczną, boisko do piłki, miejsce na wyimaginowane zabawy.
Ciężko być, trwać w tej nieidealnej, nieprzewidywalnej przestrzeni. Ciężko do niej kogoś zaprosić bo obawiamy się oceny, odrzucenia. Dużo fajniej jest się wyrwać, mieć inną przestrzeń, w której odgrywamy inną rolę i czasem ten świat nas pochłania, najczęściej jest to praca, bo w niej czujemy że mamy kontrole, widzimy pewną przewidywalność, mniej więcej wiemy czego możemy się spodziewać. Rola rodzica, jest czymś nowym, a rola rodzica, dziecka z wyzwaniami, jest czymś kosmicznym, to sprawia, że nie czujemy się pewnie, nasze relacje partnerskie się zmieniają, krążą głównie wokół problemów, diagnoz, niezrozumiałych zachowań i ich przyczyn. Zanika mąż, żona, dominuje mama, tata. Zwykle jedno z rodziców bardziej angażuje się w pracę, w zaplecze finansowe, bo w tym czuje się lepiej, drugie zajmuje się poszukiwaniem różnych rozwiązań, skoncentrowanych na dziecko, często czuje że musi działać szybko, bo będzie za późno i coś przegapi. W całym tym zamieszaniu ginie relacja partnerska, każda z osób czuje winę, że może to jego geny, może to on, ona zrobiło coś nie tak, kobiety zwykle nieustannie przewijają w głowach cały okres ciąży i porodu, co wprowadza je w depresje, mężczyźni czują bezradność, że może było namówić partnerkę na to by więcej leżała, może wybrali zły szpital do porodu i tam czegoś im nie powiedzieli. Nakręca się cała spirala obwiniających się ludzi, którzy zaczynają czuć, że są też obwiniani prze otoczenie, co powoduje konflikty, powątpiewanie w siebie, zacierając ostatnie nicie porozumienia.
Poświęcenie to powinna być nasza decyzja, jednak coraz częściej otoczenie, społeczeństwo, system zmusza nas do niego. Od podjęcia decyzji, czy jestem w stanie urodzić dziecko, z wadami, czy bez, poprzez wygląd relacji rodzinnych, do sposobu wychowania i zajmowania się dzieckiem. Uważam, że nie ma w tym nic złego, że niektórzy rodzice nie czują, że opieka nad dzieckiem z wyzwaniami to nie dla nich i znajdują miejsca, ludzi, którzy im w tym pomagają. Często ludzie w okuł traktują nas jako osoby, które nie mają prawa do normalnego życia tylko do nieustannego smutku i całościowego poświecenia całych siebie, swojej rodziny czy nawet przyszłości innych dzieci. Jeden bardzo mądry Profesor z mojej uczelni powiedział, że „nie można nikogo zmusić do bohaterstwa”, bo bycie rodzicem dziecka z wyzwaniami jest bohaterstwem, codziennym, cichym, często niezauważalnym.
Swoim pisaniem i działaniem, staram się zgnieść ten stereotyp, pokazując jak My rodzice wiele robimy i że na prawdę, jak nikt inny zasługujemy na szczęście.
Artykuł O partnerstwie i o tym jak ciężar wyzwań ciąży w pojedynkę pochodzi z serwisu czując inaczej.
]]>Artykuł Stąpając po niepewnym gruncie, nie tylko specjalnych potrzeb pochodzi z serwisu czując inaczej.
]]>
Czasem jakaś myśl drąży mi mózg, daje pretekst do omówienia kolejnego tematu. Innym razem zwykłe sytuację, zdjęcie, kadr, mała obserwacja stają się metaforą naszego życia, przemyśleń. Tak jest i tu, choć pomysł i spostrzeżenie mojego męża, to przecież traktuje ten blog jako coś naszego, wynik naszych rozmów i obserwacji.

No właśnie, czujecie czasem jak podczas waszych, działań starań, stąpacie po nie pewnym gruncie? Jakby zaraz wszystko miało runąć, a Was czeka zimna kąpiel rozczarowań i porażek.

Początkowo pojawiają się małe pęknięcia, wtedy dokonujemy decyzji, próbujemy dalej, czy wracamy na twardy grunt. Wiele lat czułam się na tym miejscu z potrzebami Leona, próbowaliśmy dużo różnych terapii, różnych podejść, sposobów i często zdarzało mi się wracać do tego bezpiecznego punktu wyjścia, który no cóż nie szedł do przodu, ale przynajmniej stał w miejscu. Gdy po drodze, w końcu zaczęliśmy napotykać ludzi, którzy mieli „przepis na Leona”, znów pewnym krokiem zaczęłam wychodzić na to lodowisko. Oczywiście już wiele razy jedną nogą byłam w wodzie, a zimny strumień nalał mi się do kaloszka, ale o wiele łatwiej się idzie, gdy ktoś sprawdza stabilność podłoża przed Tobą. Mówię w tym wypadku o całym zespole Specjalistów, który zdjął ze mnie ciężar bycia dla Leona terapeutą, jedyną osobą która wie co przeszedł, rozumie go i pozwolił mi po prostu być mamą Leona. To nie znaczy, że nie pracuje z Leonem, robię to codzienni i stopniową zwiększamy liczbę ćwiczeń. Chodzi o to, że teraz mam plan, dostaję instrukcję co, jak i dlaczego robić. Teraz jestem kontynuatorem, nie muszę a mogę szukać jeszcze innych rozwiązań. To dla mnie niewiarygodna wolność.

Jednak nie tylko z potrzebami Leona, zdarza mi się przemierzać grząski lód. Stąpając po niepewnym gruncie, taki sam tytuł ma jedna z moich ulubionych piosenek Pidżamy Porno. Choć słuchając jej namiętnie gdy miałam 13, 16,18 lat, zupełnie inaczej ją interpretowałam niż teraz. Już wcześniej Wam pisałam, że zaczynamy czuć się staro, gdy piosenki, których kiedyś słuchaliśmy zaczynają bardziej przypominać naszą biografię, niż wyobrażenia. Gorzej jak zaczynamy się obawiać, że nie jesteśmy jej głównymi bohaterami, a zamiast nas mowa jest o kimś innym. Łatwo zaniedbać bliskie relację, gdy wokół tyle wyzwań, a przecież zawsze jakieś się znajdą, praca, dom, remont, problemy ze zdrowiem, każdy ma swoją historię. Nie lubię tych łzawych historyjek, w których wszystko jest pięknie fajnie, potem ktoś perfidnie zdradza i pali za sobą mosty. Nie znam w prawdziwym życiu takich opowieści, zawsze jest jakiś smutek, samotność, walka między swoim szczęściem, a zachowaniu lojalności i godności wobec bliskich. Niepewny grunt pojawia się w bliższych i dalszych relacjach, odwieczny problem, czy przyjaźń damsko męska ma rację bytu, czy zawsze będzie istniał podtekst. Problem w tym, że tu nie ma prób, jak wali się pod nami grunt, to toniemy i ciągniemy za sobą całe zaplecze relacji, które stworzyliśmy.

To jak, nie próbować? Próbować, ale z otwartymi oczami, by patrzeć świadomie za czym idziemy, nie za wyobrażeniem, tylko za prawdą i szczerością. Najlepiej by ktoś jednak z nami szedł, bo z boku łatwiej widać jak lód zaczyna pękać, w razie zarwania udzieli pomocy bądź ją wezwie. W skrócie, działajmy ale rozmawiajmy, pozostańmy w relacji ze sobą i z naszym stałym gruntem. Nie ma nic gorszego niż zamknięcie się ze swoimi myślami, choćby wydawały nam się nie godne i nie odpowiednie w naszej sytuacji.

Na koniec dla Was tekst piosenki:
„Stąpając po niepewnym gruncie” Pidżama Porno
Stąpamy we dwoje po niepewnym gruncie
Choć kto inny śpi przy Tobie nie ty mnie rano budzisz
Stąpamy we dwoje po niepewnym gruncie
Czasem nawet jest z tym dobrze wstyd o tym głośno mówićStąpamy we dwoje po niepewnym gruncie
Kiedy myślę że Cię kocham kiedy czuję że Cię chcę
Dawno mamy już za sobą pierwsze kroki w chmurach
Znamy dobrze swoje miejsce wiemy dobrze gdzie nasz brzegPrzy nadpalonych mostach
Gdzieś pomiędzy wierszami
Na skrzyżowaniu słów niewypowiedzianych
Gdzieś pomiędzy wierszami
Gdzieś pomiędzy wierszamiZnów wybucha w nas permanentne siódme niebo
Już nie panuję nad zmysłami
Moje oczy są oczami wariata
Kiedy spotykają się z Twoimi oczamiStąpamy we dwoje po niepewnym gruncie
Choć kto inny śpi przy tobie nie Ty mnie rano budzisz
Stąpamy we dwoje po niepewnym gruncie
Czasem nawet jest z tym dobrze wstyd o tym głośno mówićStąpamy we dwoje po niepewnym gruncie
Kiedy myślę że Cię kocham kiedy czuję że Cię chcę
Dawno mamy już za sobą pierwsze kroki w chmurach
Znamy dobrze swoje miejsce wiemy dobrze gdzie nasz brzegPrzy nadpalonych mostach
Gdzieś pomiędzy wierszami
Na skrzyżowaniu słów niewypowiedzianych
Gdzieś pomiędzy wierszami
Gdzieś pomiędzy wierszamiZnów wybucha w nas permanentne siódme niebo
Już nie panuję nad zmysłami
Moje oczy są oczami wariata
Kiedy spotykają się z Twoimi oczamiGdy wybucha w nas permanentne siódme niebo
Już nie panuję nad zmysłami
Moje oczy są oczami wariata
Kiedy spotykają się z Twoimi oczamiZnów wybucha w nas permanentne siódme niebo
Już nie panuję nad zmysłami
Moje oczy są oczami wariata
Kiedy spotykają się z Twoimi oczami
Artykuł Stąpając po niepewnym gruncie, nie tylko specjalnych potrzeb pochodzi z serwisu czując inaczej.
]]>