Artykuł O obciążeniu, które odciąży Twoje rodzicielskie zmysły pochodzi z serwisu czując inaczej.
]]>O kołderkach obciążeniowych i o ich działaniu na nasze dzieci pisałam Wam już w wpisie: Kołderki i kocyki obciążeniowe, czyli jak dobre obciążenie odciąża nasze zmysły
Dlatego dzisiaj opowiem Wam jak obciążenie działa odciążająco, również na nas dorosłych, na podstawie produktów od Kołderkowelove
Kołdra obciążeniowa pomaga szczególnie, gdy jesteśmy w dużym napięciu, stresie, co jest częste, gdy nasze dzieci dostarczają nam dużo wyzwań.
Ponadto jest pomocna, przy problemach z zasypianiem, podczas, gdy jesteśmy tak zmęczeni, że nie możemy zasnąć.
Możemy ją używać nie tylko do spania, ale i do relaksu, lub podczas pracy położyć sobie na nogi, by zredukować napięcie. Tutaj pomocna może być poduszka, która jest mniejsza i przypomina mały kocyk. Dzięki temu możemy ją zabrać do biura, czy innego miejsca pracy.
U mnie w domu generalnie wszyscy mi ją podbierają, łącznie z mężem.








Powiem szczerze, że nie wierzyłam, że będę dała rady pod nią spać, a teraz zastanawiam się jak spałam bez niej.
Parę razy spałam pod kołderką Leona, ale rozmiar inaczej się rozkładał i było to coś zupełnie innego.
Skoro rozmiar ma znacznie, to mojemu mężowi również zamówiłam, dostosowaną, dopasowaną do jego wzrostu, wagi i preferencji obciążeniowych kołderkę.







Chociaż w tym wypadku bardziej pasuje określenie „kołdra”, bo jest bardzo ciężka. Rafał ma duże potrzeby docisku. Już kiedyś Wam wspominałam, że Rafał również jest w spektrum i ma ADHD, ale to dzięki naszemu synowi do tego doszedł i to dzięki niemu poznajemy nasze potrzeby i uczymy się jak je zaspokajać.
Kołdra jest przydatna nie tylko podczas spania, ale przydaje się podczas siedzącej pracy. Rafał jest informatykiem i większość czasu spędza przed monitorami. Kołdra pomaga mu w regulacji napięcia, podczas stresującej pracy.




Opaska obciążeniowa, na oczy lub na czoło, to dla mnie absolutny MUST HAVE.
Nie dość, że również sprawdza się w sferze wypoczynkowej i podczas zasypiania, to pomaga przy migrenach.
















Od kiedy pamiętam ból głowy, to było moje przekleństwo. Aury na oczach, kujący i pulsujący ból w skroniach. Nie raz robiłam różne badania by dowiedzieć się skąd ten ból się bierze. Oczywiście wszyscy obwiniają stres i pogodę. Zawsze dociskałam sobie do czerwoności palcami okolice bólu, a teraz opaska otacza, dociska i opatula całą strefę bólu. Powiem Wam, że to niesamowite uczucie ulgi, jakby ktoś dodał mi trzecią rękę.
Dla mojej mamy okazała się równie pomocna, więc serdecznie Wam ją polecam.







Nie odejmę Wam bólu, wyzwań, stresu, ale to co mogę, to polecić Wam produktu, które sprawią, że ten czas stanie się łatwiejszym do przeżycia i odciąży Was choć trochę, dobrym obciążeniem.
Artykuł O obciążeniu, które odciąży Twoje rodzicielskie zmysły pochodzi z serwisu czując inaczej.
]]>Artykuł Rodzina nie z tego obrazka, o specjalnych potrzebach, które nie mieszczą się w ramach pochodzi z serwisu czując inaczej.
]]>
Mam coraz częściej wrażenie, że my rodzice, a szczególnie rodzice dzieci z wyzwaniami powinniśmy siedzieć w domu i nie wystawiać nosa zza drzwi. I generalnie jak śmiemy mieć kolejne dzieci, skoro z pierwszym jest „coś nie tak”, albo psa, kota czy coś jeszcze innego. Nie pasujemy do rodzin z obrazków i reklamowych bilbordów, popełniamy wiele błędów, a społeczeństwo wokół tylko na nie czeka, żeby znów podważyć nasze kompetencje rodzicielskie, sugerując że zamiast pilnować dzieci, robiłyśmy coś nieodpowiedzialnego, a co rzeczywiście robimy? Nie wiem, pewnie uspokajamy drugie dziecko, podgrzewamy obiad, albo próbujemy umówić kolejną wizytę u lekarza, albo na terapię. Może robimy kolejne zakupy przez internet, bo nasze dziecko nie jest w stanie wytrzymać w kolejce do kasy, albo kuszą go te wszystkie zakazane batony, które są nie wskazane przy jego nietolerancjach pokarmowych. Generalnie nikt, kto nie ma jak my, nawet nie stara się nas zrozumieć. Słyszymy, że to kwesta wychowania, że nie umiemy dopilnować dzieci, itp.
W naszym świecie brak otwartości, brak miejsca dla inności, a przede wszystkim brak miejsca na specjalne potrzeby, a przecież każdy z nas je ma, tylko już nauczyliśmy się je ukrywać.
A jak to jest ze specjalnymi potrzebami, które nie mieszczą się w ramach? Kiedyś sporo malowałam, a w młodości nie miałam czasu, ani potrzeby oprawiać obrazów. Przez lata płótno się porozciągało, momentami porozdzierało i nie dało się spasować w żadne ramki. Tylko czy specjalne potrzeby potrzebują ram? Jak wszyscy potrzebujemy granic, dla poczucia bezpieczeństwa. Tylko czy warto się na siłę dopasowywać? Bo sześciolatek to już powinien jeździć na rowerze i to bez bocznych kółek, a czterolatek to już szlaczki równo powinien rysować w linijkach. Ja za to cieszę się, że udało mi się przetrwać kolejny dzień, że moje dziecko zrobiło „pa pa” na pożegnanie, że zaczyna mieć radość z rysowania i malowania, mimo że nie mieści się w liniach.
Nie pasujemy. Nie pasujemy do systemu edukacji, nie pasujemy do innych rodzin, nie pasujemy do estetyki osiedla, nie pasujemy do żadnych z dostępnych ram, a jednak jesteśmy. Czasami próbujemy się dostosować, oswajamy miejsca, siebie, ludzi. Uczymy się dopasowywać do pewnych ram, na zakupach, na placu zabaw, na badaniach lekarskich. Jednak robimy to po swojemu, inne rzeczy są wyzwaniami, niż to czy nie spadnie z ścianki wspinaczkowej, akurat jeśli chodzi o wspinanie to wiem, że moje dzieci są mistrzami, ale gorzej z radzeniem sobie z tym, że ludzi jest za dużo, że jest za głośno, z ogólnym prze stymulowaniem. Choć każdy ma do powiedzenia, że zaraz spadnie, że za wysoko, to nie ma nikogo, kto by przyszedł ze wsparciem, że świetnie sobie radzimy.
Czasami wydaje mi się, że najchętniej widzi się nas na smutnych obrazkach, gdzieś pod szyldem 1%, ewentualnie na reklamie jakiejś terapii , rehabilitacji. Wyzwania kojarzone są z czymś negatywnym, nasze dzieci kojarzone są z niegrzecznymi dziećmi, lub z jakimiś stygmatami na ciele, które od razu mówią, że z dzieckiem jest coś nie tak. Czyli same niezbyt pozytywne skojarzenia. Jednak, to co staram się pokazać, że owszem jest ciężko, są wyzwania, ale może być fajnie, terapia może być fajną zabawą, przyjemnym masażem, czym ciekawym, czym można się pochwalić, a nie tego wstydzić. Mamy na rynku coraz więcej pomocy terapeutycznych, które nie przypominają już tych surowych, materacowych sal od korektywy, sprzed lat. Nie jest idealnie, ale bywa fajnie, jest ciężko, ale bywa lżej, jest smutek, ale bywa i radość, wtedy kiedy jest otwartość i nie ograniczanie ramami.
No właśnie, to jak dopasowywać się, czy nie? Oczywiście nie możemy oczekiwać, żeby cały świat dostosował się do naszych indywidualnych, specjalnych potrzeb, ale mamy prawo do zrozumienia, próbowania, popełniania błędów, ćwiczeń, wychodzenia na zewnątrz, uczestniczenia w życiu społecznym, korzystania z miejsc publicznych, ale nikt nie ma prawa tego oceniać, nikt nie ma prawa nas oceniać. Nasze dzieci potrzebują innych ludzi, my ich potrzebujemy, ale też społeczeństwo musi się nauczyć, że są różne dzieci, różni rodzice, różne rodziny, a świat nie jest czarno biały, ale ma wiele odcieni szarości.
Artykuł Rodzina nie z tego obrazka, o specjalnych potrzebach, które nie mieszczą się w ramach pochodzi z serwisu czując inaczej.
]]>Artykuł Co czuje rodzic dziecka z wyzwaniami pochodzi z serwisu czując inaczej.
]]>
Miałam pisać dalej o układankach, pomocach edukacyjnych i terapeutycznych jakie na co dzień pomagają nam przetrwać. Jednak ze względu na Wasz liczny i wspaniały odzew, za który bardzo dziękuje wszystkim i każdemu z osobna, postanowiłam opowiedzieć Wam szczerze jak to jest.
Co czują rodzic dziecka z wyzwaniami? To co rodzice dziecka w normie tylko z dużo większym natężeniem.


Każdy kto ma dziecko, albo przynajmniej kota martwi się każdego dnia czy nie spotka go nic złego, czy zda do następnej klasy, czy pójdzie na studia, czy znajdzie partnera, czy będzie miał dobą pracę, dzieci. My martwimy się o to czy Leon zacznie mówić, czy nie nastąpi jakiś regres lub zatrzymanie rozwoju, czy zawsze będą wokół niego ludzie, którzy go akceptują, czy będzie zdolny by w przyszłości stworzyć relację z kimś innym niż najbliżsi czy terapeuci.

Jak wcześniej pisałam Leon od września chodzi do przedszkola terapeutycznego, jak sama nazwa mówi ma tam wiele rodzajów terapii indywidualnych i grupowych. Jednak Leon potrzebuje znacznie więcej powtórzeń i odziaływań by osiągnąć cel jakim jest poprawa jego funkcjonowania. Zatem codziennie po zajęciach w przedszkolu ćwiczymy z Leonem w domu. Główny nacisk stawiamy na naukę naśladowania, która bezpośrednio ma mu pomóc także w rozwoju mowy. Oprócz tego wykonujemy różne ćwiczenia, które mają usprawniać jego koncentrację, umiejętności manualne, słuchowe, ruchowe. Poza tym Leon ma zaburzenia sensoryczne na tle czucia głębokiego, objawia się to tym, że naprawdę mocno się przytula i jego próg bólu jest znacznie bardziej przesunięty niż u dziecka w normie, więc codziennie masujemy go i dociskamy piłkami i przedmiotami obciążeniowymi. Uff… Jest tego dużo i mam czasem ochotę odpuścić. Ale jest ten LĘK, co się stanie jeśli dziś nie będzie masażu? Lub czy jeśli dziś nie ułoży tych puzzli to czy jutro w ogóle będzie wiedział do czego one służą. Leon robi bardzo duże postępy, dzięki temu że ani my ani nasi Terapeuci nie odpuszczamy. To że potrafi siedzieć przy stole podczas posiłku, czy wykonać zadanie od początku do końca i jeszcze po sobie posprzątać, to jest coś o czym jeszcze parę miesięcy temu nawet nie marzyłam. Mimo wszystko nauczenie latami doświadczeń wiemy, że czasem warto odpuścić i dać czas, wybór i oddać dziecku kontrolę. A naprawdę możecie się zaskoczyć.





Odwiecznym problemem inność jest reakcja ludzi wokół. Na spacerze, w parku, na placu zabaw, w sklepie, w metrze w tramwaju, nie wspomnę o restauracji czy jakimś miejscu typu kino. Zwykle są to dziwne spojrzenia, czasem jakieś ciche komentarze, Ci bardziej nachalni zadają pytania „Dlaczego on tak robi?”, „Taki duży a jeszcze nie mówi?”. Ze względu na mój dość filigranowy wygląd słyszałam także „jak dzieci rodzą dzieci to właśnie tak się dzieje”. O ile w przestrzeni publicznej możemy zacisnąć zęby i mieć nadzieje, że już na tę osobę nie natrafimy o tyle kwestia dalszej rodziny i przyjaciół to już bardziej skomplikowana kwestia. U cioci na imieninach każda rada cenna jak złot, a siostra brata ciotecznego stryjka ma doświadczenie w każdej sprawie, prócz własnego życia. Ze znajomymi wcale nie jest łatwiej, jak zacząć? „cześć co u Ciebie?….A to super a my mamy autyzm”. Czasem lepsze od niezręcznej ciszy jest sprytna zmiana tematu lub pominięcie niewygodnego wątku. Najłatwiej się wycofać, fajnie jest zostać w oczach przyjaciół kimś z przeszłości niż szczerze pokazać swoją bezradność i zagubienie. Myślałam sobie, że przeczekam, że w pewnym momencie powiem „no cóż było ciężko ale zrobiliśmy co w naszej mocy i już jest dobrze”, jednak mimo że jest coraz lepiej to nadal nie jest „dobrze”. A odcinanie się wcale nie jest dobre a brak innych relacji wcale nie jest lepszy niż to że czasem trzeba być tłumaczem swojego dziecka.





Dzieci z wyzwaniami są szczere i tego się od Leona uczę. Ważne by być szczerym wobec siebie, pozwolić sobie na chwile słabości, słuchać siebie i dbać o siebie nawzajem w rodzicielstwie, bo nie jest łatwo być partnerem i rodzicem gdy pojawiają się dzieci, a już o wiele trudniej jest gdy choć jedno z dzieci stawia o wiele większe wyrwania niż inne dzieci. Wsparcie w podróży jaką jest rodzicielstwo jest jak kamizelka ratunkowa na łodzi: jeśli jeśli jest za mała nie wyniesie Cię na powierzchnię, jeśli za duża przeleci Ci przez głowę . Dlatego pamiętajcie o swoich kamizelkach 

Artykuł Co czuje rodzic dziecka z wyzwaniami pochodzi z serwisu czując inaczej.
]]>