Warning: Redis::get(): php_network_getaddresses: getaddrinfo for localhost failed: No address associated with hostname in /home/klient.dhosting.pl/rafalolisze/czujacinaczej.pl/public_html/wp-content/plugins/litespeed-cache/src/object-cache.cls.php on line 645

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /home/klient.dhosting.pl/rafalolisze/czujacinaczej.pl/public_html/wp-content/plugins/litespeed-cache/src/object-cache.cls.php:645) in /home/klient.dhosting.pl/rafalolisze/czujacinaczej.pl/public_html/wp-content/plugins/wp-force-ssl/wp-force-ssl.php on line 932

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /home/klient.dhosting.pl/rafalolisze/czujacinaczej.pl/public_html/wp-content/plugins/litespeed-cache/src/object-cache.cls.php:645) in /home/klient.dhosting.pl/rafalolisze/czujacinaczej.pl/public_html/wp-includes/feed-rss2.php on line 8
Archiwa: miłość - czując inaczej https://czujacinaczej.pl/tag/milosc/ strona o rodzicielstwie i spektrum autyzmu Thu, 09 Jun 2022 10:53:15 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.9.1 https://czujacinaczej.pl/wp-content/uploads/2021/03/cropped-133018484_106476488037038_8531112600200017433_n-1-32x32.jpg Archiwa: miłość - czując inaczej https://czujacinaczej.pl/tag/milosc/ 32 32 Boskie, nie boskie dzieciaki, czyli o tym, że czasami na prawdę trudno nam kochać nasze dzieci https://czujacinaczej.pl/2021/06/22/boskie-nie-boskie-dzieciaki-czyli-o-tym-ze-czasami-na-prawde-trudno-nam-kochac-nasze-dzieci/ https://czujacinaczej.pl/2021/06/22/boskie-nie-boskie-dzieciaki-czyli-o-tym-ze-czasami-na-prawde-trudno-nam-kochac-nasze-dzieci/#comments Tue, 22 Jun 2021 11:30:31 +0000 https://czujacinaczej.pl/?p=5337 Mało tej wzniosłości w tej kupie Pewnie niektórzy mnie znielubią za ten tekst, inni przyznają rację, jeszcze inni przejdą obok i w środku będą wiedzieć, że to prawda, ale przecież o tym nie można mówić głośno, jak o wielu rzeczach w rodzicielstwie. Możemy zadać pytanie o to jak nauczyć dziecko korzystać z nocnika, ale nikt...

Artykuł Boskie, nie boskie dzieciaki, czyli o tym, że czasami na prawdę trudno nam kochać nasze dzieci pochodzi z serwisu czując inaczej.

]]>

Mało tej wzniosłości w tej kupie

Pewnie niektórzy mnie znielubią za ten tekst, inni przyznają rację, jeszcze inni przejdą obok i w środku będą wiedzieć, że to prawda, ale przecież o tym nie można mówić głośno, jak o wielu rzeczach w rodzicielstwie. Możemy zadać pytanie o to jak nauczyć dziecko korzystać z nocnika, ale nikt wprost nie powie, że im starsze dziecko tym ta kupa jest bardziej obleśna, a opiekowanie się takim dzieckiem przekracza walory estetyczne i wszelkie granice rodziców. O nie, my musimy mówić, że i tak super bo siku robi do toalety, a przecież są inne dzieci z większą niepełnosprawnością, więc my i tak mamy nie najgorzej. Fakt, ale jest też cała masa rodziców, która nawet nie pomyśli, że mając w tym wieku dziecko, musi pamiętać o poproszeniu internisty o receptę na pieluchy.

Nie boskość, a ciężka praca i wyzwania

Ten tekst został wywołany, przez moje już długoterminowe przemyślenia, przebłyski, ale też przez pewien tekst, który przeczytałam na jednej z grup wsparcia, o tym jak to niby Bóg wybiera kobiety do rodzenia „upośledzonych” dzieci. Po pierwsze „upośledzenie” jest uznawane za obraźliwe i dawno się go nie używa, równie dobrze można by tu użyć bardzo starej równie nie aktualnej klasyfikacji kretynizm, debilizm i idiotyzm. To pierwsza sprawa, druga rzecz dorabianie i dopisywanie do tragedii i nie szczęścia ludzkiego ideologii, że bozia tak bardzo Cię kocha, że daje Ci dziecko z masą wyzwań, uważam że jest dalece nie na miejscu. W wychowywaniu dzieci niepełnosprawnych nie ma nic boskiego, jest za to ciężka praca, walka, fizjologia i poczucie niesprawiedliwości.

Nie przypisujcie Bogu Waszych zasług

Nie mówię tu o tym, że wiara jest zła, potrafi dodać wiele sił, nadziei i mocy, ale błagam nie przypisujcie Bogu, że wysłuchał waszych próśb i po pielgrzymce do Częstochowy, nagle dziecko zaczęło mówić. To Wasza ciężka praca, owszem dzięki modlitwą, uzyskaliście spokój i siłę, które pomogły Wam dzień w dzień, przez „x” lat zaprowadzać dziecko do logopedy, ćwiczyć z nim w domu, czy szukać alternatywnych sposobów terapii, ale to Wy zrobiliście. Jezus nie zszedł z krzyża i nie uzdrowił Wam dziecka, to zrobiliście Wy.

Dnie i noce, noce i dnie….

Nasze dzieci co dzień stawiają przed nami masę wyzwań. Często jest ich tak dużo, że mamy zwyczajnie dość, granice naszej siły psychicznej i fizycznej są stale przekraczane. Nasze dzieci nie dość, że mają problemy z nadruchliwością w ciągu dnia, to często mają problemy z zaśnięciem, zapadaniem w głębszy sen, często wybudzają się po parę razy w nocy. I jesteśmy w tym wszystkim my: po kolejnej z rzędu nieprzespanej nocy, w stałym czuwaniu, gdy uda Nam się w końcu odstawić to dziecko do przedszkola, zdążymy ledwo zrobić zakupy i zaraz znowu odbieramy go z przedszkola. Po drodze znowu afery krzyki, zatykanie uszu, nadwrażliwości, pokładanie się na środku chodnika, znowu te spojrzenia ludzi, da się słyszeć „ja to bym sobie tak nie pozwoliła”, „co za dzieci się teraz rodzą”. W domu nie jest łatwiej kolejne ataki płaczu i krzyku, zastanawiasz się kiedy zapukają sąsiedzi, albo od razu ludzie z opieki społecznej, lub policja, choć może wcale by nie było źle… I od razu zarzucasz sobie, jak tak możesz, co z Ciebie za matka, czy ojciec? MOŻESZ! Ja Ci to mówię i każde z nas ma takie chwile, że na prawdę trudno nam kochać nasze dzieci, które potrafią uderzyć nas, gdy chcemy je przytulić, opluć nas , odpychać, uciekać, przy naszym trybie życia w którym 24 na dobę musimy być w stałej gotowości, mamy prawo czuć żal, niesprawiedliwość. W takich chwilach, tak trudno zobaczyć jutro, a co dopiero dalszą przyszłość. Czy tak zawsze będzie, czy on, ona zawsze będzie ode mnie zależny, czy jeszcze będę mieć siebie dla siebie?

Nie da się zbudować twierdzy, mając u podstaw dół

Znam wielu ludzi z dziećmi w tak zwanej „normie” i zdarza mi się słyszeć od nich, że odkąd mają dziecko, nie dziwią już ich nagłówki o tak zwanych nieodpowiedzialnych rodzicach, którzy z przemęczenia rodzicielstwem dokonali pewnych zaniedbań, a przypominam że mają dzieci zdrowe, rozwijające się harmonijnie i też mówią, że czasem mają dość swoich dzieci, a co dopiero my mamy powiedzieć. Przyznajcie się czy wśród Was jest choć jedna osoba, która choć raz nie zamknęła się przed płaczącymi dziećmi w toalecie? Ja miałam takie dni, że robiłam to parokrotnie, rycząc przy tym i zastanawiając się co mi jeszcze pozostało. Czułam, że albo oni albo ja. Dlaczego jest tyle depresji poporodowych? A dla czego one nie kończą się na okresie wychowywania niemowlaka? Nie zgadzam się z tym, że mamy chować nasz ból do kieszeni i brać wszystko na klatę. Najlepiej wszystko kisić w sobie, by w końcu wybuchnąć? Jestem za tym byśmy mówili o naszym żalu, nie da się być silnym i zbudować twierdzy, gdy zamiast podstaw mamy ogromną dziurę smutku.

To, że czasem nam ciężko nie zmienia tego, że kochamy nasze dzieci

Wiem o poświęceniu znacznie więcej niż Wam przekazuję i wiem też, że rodzicielstwo wśród wyzwań jest bardzo niewdzięczne, nie miarodajne do włożonych zasobów, jest pogiętą laurką na dzień taty, zwiędłym kwiatkiem na urodziny mamy, buziakiem, który zamienia się w ugryzienie i zbyt mocnym uściskiem. Ta chwila, w której jest nam ciężko nie zmienia całokształtu, że kochamy nasze dzieci, że chcemy dla nich jak najlepiej, ale też mamy prawo chcieć by było inaczej.

Artykuł Boskie, nie boskie dzieciaki, czyli o tym, że czasami na prawdę trudno nam kochać nasze dzieci pochodzi z serwisu czując inaczej.

]]>
https://czujacinaczej.pl/2021/06/22/boskie-nie-boskie-dzieciaki-czyli-o-tym-ze-czasami-na-prawde-trudno-nam-kochac-nasze-dzieci/feed/ 6
O miłości, wierności, czyli jak pozostać w relacji nie tylko ze specjalnymi potrzebami https://czujacinaczej.pl/2021/01/18/o-milosci/ https://czujacinaczej.pl/2021/01/18/o-milosci/#comments Mon, 18 Jan 2021 10:52:53 +0000 https://czujacinaczej.pl/?p=1320 Rodzina kojarzy mi się z pontonem, dryfującym po wodzie. Dlaczego nie z łódką? Bo łódź jest stabilna, ciężka i nie nadaje się na płytkie wody życia, gdzie czasem trzeba sięgnąć dna, zaryć o muł. Ponton jest delikatny, niewielki, pomieści tylko tyle osób na ile jest przeznaczony. Gapowicze spowodują zatonięcie łodzi, lub w najlepszym wypadku chwilowe...

Artykuł O miłości, wierności, czyli jak pozostać w relacji nie tylko ze specjalnymi potrzebami pochodzi z serwisu czując inaczej.

]]>

Rodzina kojarzy mi się z pontonem, dryfującym po wodzie. Dlaczego nie z łódką? Bo łódź jest stabilna, ciężka i nie nadaje się na płytkie wody życia, gdzie czasem trzeba sięgnąć dna, zaryć o muł. Ponton jest delikatny, niewielki, pomieści tylko tyle osób na ile jest przeznaczony. Gapowicze spowodują zatonięcie łodzi, lub w najlepszym wypadku chwilowe jej podtopienie.

Pamiętajcie, że my mamy na pokładzie jeszcze kota i psa. Dla mnie specjalne potrzeby Leona są jak kot i pies na pontonie. Są ruchliwe, często panikują gdy nie czują się bezpiecznie, ich ostre pazury i zęby mogą przekuć napompowana łajbę. Jednocześnie, gdy są uspokojone, staja się łagodnymi towarzyszami podróży, podążającymi ku zachodzącemu słońcu.

Tak samo jest z potrzebami Leona, gdy nastawiamy się na ich wysłuchanie i wykazujemy chęć ich zaspokojenia, to udaje nam się iść przez życie lekko, z małymi postojami, jednak jednostajnym, spokojnym tempem.

Jestem wierna potrzebą Leona i zaufałam nie tylko wielu pseudo specjalistą, myśląc, że dla nich też są one ważne. Jednak z wiarą i zaufaniem jest jak z mlekiem migdałowym w sklepie: na etykiecie czytasz, ze jest bez cukru, a w składzie jest cukier trzcinowy.

Gdy otrzymaliśmy diagnozę Leona było nam ciężko. Teoretycznie spodziewaliśmy się takiego wyniku, ale jednak myślę, że każdy rodzic czeka na cud: że w końcu któregoś dnia to dziecko wstanie i zacznie mówić. Poczucie winy, żalu i straty gryzło nas od środka, a każde z nas próbowało szukać pociechy i nadziei. Jednocześnie staraliśmy się trzymać dla siebie nawzajem. Mnie praktycznie całkowicie pochłonęła terapia Leona, mój mąż uciekł w prace żeby Leonowi niczego nie zabrakło.

Jako ludzie potrzebujemy w coś lub w kogoś wierzyć. Szczególnie gdy jest nam ciężko, gdy dostajemy od losu po twarzy, zwykle nie spodziewamy się jeszcze kopniaka w tyłek. Podobnie było u nas. Niestety są ludzie, którzy karmią się czyimś nieszczęściem, którzy wykorzystują czyjąś ufność czy gorszą chwilę. Ludzie, którzy chcą mieć to co my nie poświęcając niczego, bez wyrzeczeń, pokazując tylko to co chcą pokazać.

Z moim mężem znamy się od trzynastego roku życia, a mamy po trzydzieści lat, więc dużo. Przeszliśmy ze sobą wiele pięknych ale i trudnych chwil. Widzieliśmy się w sytuacjach nie zawsze „eleganckich”, pełnych bezradności, bólu i cierpienia, ale i radości, euforii. Los nie był dla nas łaskawy. Byliśmy młody ludźmi, którzy przez różne sytuacje rodzinne, domowe, choroby, wypadki, relacje rodzinne sprawiły, że oboje byliśmy w ciągu naszego życia odpowiedzialni na wiele lat przed naszymi własnymi dziećmi. Trochę było tak, że czas na błędy i głupoty uciekł nam gdzieś bokiem.

Z takim stażem i bagażem doświadczeń, łatwo zauważyć że nie wyglądamy jak para z okładki kolorowego czasopisma. Więc jak pozostać w relacji pomimo tego wszystkiego? Nie jest łatwo, choć nie jest to niemożliwe, a tak jak Wam wcześniej pisałam, są osoby, które tylko czekają na moment gdy jesteśmy słabi. Tyle, że te osoby nie chcą tego WSZYSTKIEGO, tego bagażu. One nie chcą Wam tego wszystkiego odebrać. Wolą upolować, poczuć się zwycięzcami, że udało im się wyrwać żonatego, z dziećmi, zawiesić trofeum na ścianie i wrócić na łowy. Dla mnie to jakby upolować jelenia, bez jednej nogi i z nadgryzionym tyłkiem, no ale cóż rzeczywiście jak głowa wisi jako trofeum to reszty już nie widać..

Zostałam w życiu zdradzona przez parę kobiet. Ha! Przyznajcie się czekaliście na historię o niewiernym mężu i biednej skrzywdzonej żonie. Niestety, jeśli liczyliście na taką opowieść, to możecie zamknąć stronę i przerzucić się na jakąś plotkarską witrynę. Nie sądźcie, że mam odrazę do wszystkich kobiet. Nic z tych rzeczy. Znam wiele wspaniałych, wspierających, walecznych i sinych kobiet, które swoją postawą mnie inspirują i dodają siły. Są zwykle proste, szczere i mają w sobie wiele zrozumienia. Ciężko mi zrozumieć, gdzie ta solidarność kobiet. Nie wierze w postulaty „nie będziesz szła sama” a z kim? z moim mężem? Przykro mi patrząc jak tak ważne słowa mówią osoby, które robią wręcz odwrotnie. Ale kiedy to im dzieje się źle nagle są walecznie i rzucają takie górnolotne hasła. Czemu gdy jedna kobieta po raz setny wykonuje te same ćwiczenia w domu z dzieckiem, druga mówi jej mężowi: „może Ty jej już nie kochasz”. Dlaczego robimy sobie takie rzeczy? Przecież jesteśmy kobietami, jak nikt Wiemy co to ból przy porodzie, co to strach o dziecko, wiemy co to bezradność i bezbronność w obliczu różnych sytuacji życiowych. Czy tak ciężko zobaczyć nam w drugiej kobiecie, w jej cierpieniu siebie?

My żony, matki na starcie jesteśmy na przegranej pozycji. To jak porównanie ładnej nowej lalki Barbie stojącej na wystawie do starej lalki szmacianki, czy jak mówi moja Terapeutka „porównanie domu do hotelu lub tygodnia do weekendu”. Nasi mężowie widzieli nas już bez makijażu, w ciąży, w chorobie, podczas porodu, w połogu, w przesiąkniętej od mleka bluzce podczas gdy karmimy piersią. Podczas gdy inne kobiety są wyspane, umalowane, pełne pozytywnej energii, młode i wesołe.

Wiem, że czekacie na jakieś pikantne szczegóły, jednak nie przeczytacie nic odkrywczego 😉 . To nie kolejny harlequin, to szczere wyznania o życiu, które nie zawsze jest czarne lub białe, ale ma wiele odcieni szarości. Trudno jest żyć w świecie, w którym bez przerwy musimy czytać etykiety i nie możemy zaufać, ze produkt bezglutenowy rzeczywiście jest bez glutenu, że koleżanka z pracy rzeczywiście jest tylko koleżanką a nie zagrożeniem dla rodziny. Nie chce Was straszyć, ani też nastawiać Was, że każda kobieta jest potencjalnym zagrożeniem, bo tak nie jest. Chce tylko byśmy myślały o sobie nawzajem i pamiętały, że nikt tak dobrze nas nie zrozumie jak druga kobieta. I pamiętajcie, że mimo, że tej żony może nie widać ale ona jest i czuje.

Artykuł O miłości, wierności, czyli jak pozostać w relacji nie tylko ze specjalnymi potrzebami pochodzi z serwisu czując inaczej.

]]>
https://czujacinaczej.pl/2021/01/18/o-milosci/feed/ 9