Boże mój. Jak bym czytała o sobie i o swoje sytuacji. Mam dwóch synów 3 latka i rok. Starszy w trakcie diagnozy autyzmu. Neurolog nie ma wątpliwości. Czekamy na wizytę u psychiatry i potwierdzenie diagnozy. Młodszy synek ma wg mnie wiele podobnych zachowań i to mnie okropnie martwi. Mąż nie radzi sobie z sytuacją. Nie jest dla mnie wsparciem. Oboje chorujemy przewlekłe na choroby autoimmunologiczne, ale ja nie mam nawet kiedy lekarza odwiedzić i przestałam brać leki. Fryzjer czy kosmetyczka to dla mnie abstrakcja. Wszyscy mówią, że jestem silna, że dam radę, ale ja fizycznie i psychicznie wysiadam. Nie umiem dać dziecku właściwego wsparcia. Jeżdżę z nim na terapię SI, do logopedy, do lekarzy, ale moje emocje pogłębiają jego złe stany emocjonalne… czuje się bezradna, bez wsparcia…
]]>Rozumiem Panią, nasza codzienność też nie jest kolorowa, też często mam tak, że czuję że mąż nie docenia mojego poświęcenia, tylko on ma tak samo i myślę, że u Was jest podobnie. W momencie, kiedy stykamy się z wyzwaniami jakie przynoszą nam najczęściej dzieci skupiamy się na nich, bo jak inaczej? Nasi partnerzy czują się odstawieni na bok, bo stają się już głównie Ojcami, którzy muszą zarabiać pieniądze i oczywiście nie bronię tutaj męża, myślę że często jak są problemy w rodzinie skupiamy się na swoim cierpieniu i tego ile my poświęcamy i ciężko nam z perspektywy zmęczenia i wycieńczenia zobaczyć też to samo u drugiej osoby. I tak nasi partnerzy często uciekają w prace, pewnie też jakbyśmy mogły to byśmy w coś uciekały. Ja uciekam w bloga i choć tak jak Pani, też miałam problemy ze zdrowiem, to rakowe badanie krwi zrobiłam dopiero po dwóch miesiącach od wizyty, a powinnam od razu, bo nie miałam wcześniej jak i kiedy.
To co mogę Pani poradzić to rozmawiać i czasem, a nawet często się pokłócić, u nas to pomaga, nie wiem na jak długo, ale Pewnie dam znać 😉 Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo siły 🙂